Wiecznie chory

b73Nowy rok szkolny dopiero co się zaczął, dzieciaki pochodziły na zajęcia niespełna dwa dni, a mój pierworodny już zdążył złapać jakiegoś wirusa i rozłożyć się na łopatki. Naprawdę nie wiem jak Łukasz to robi, ale ten dzieciak jest wiecznie chory! Ile my już w niego lekarstw wlaliśmy, ile syropów na wzmocnienie wcisnęliśmy, ile szczepionek mu wkłuliśmy to tylko sam Bóg wie! Nic to nie dało, bo Łukasz jak chorował, tak choruje i to przynajmniej raz na miesiąc, a czasem nawet częściej. Z jednej choroby zdąży wyjść, to zaraz druga się przyplącze i od nowa lekarz, leżenie w łóżku i faszerowanie się medykamentami.

Z powodu nawracających chorób i infekcji Łukasz już nie raz trafiał do szpitala. Za żadnym razem lekarze jednak niczego nie wykryli, a syn, mimo swojej chorowitości, ma zadziwiająco dobre wyniki zdrowia. „Taki organizm” – mówią, „musi swoje wychorować” – powtarzają. Wychorować? Ok, ja wszystko rozumiem, ale on choruje ciągle od ponad trzech lat. Przecież na to musi być jakieś wytłumaczenie. Łukasz miał już robione badania chyba na wszystko, łącznie z HIV i białaczką. Nic nie wykryto. Nasz syn jest po prostu chodzącym magnesem na choroby. Jeśli ktoś w naszej rodzinie zaczyna chorować to już ustawiamy się w kolejce w aptece i kupujemy też leki dla Łukasza, bo pewnym jest, że nasz pierworodny zaraz też będzie chory.

Tym razem to ja musiałem wziąć zwolnienie w pracy i zostać z synem. Na szczęście mam wyrozumiałego szefa.

Brak innych zainteresowań

Wczoraj ze względu na sprawy zdrowotne musiałem sobie wziąć dzień wolnego. Nie chciałem tego robić, bo moja praca fascynuje mnie na tyle, że uważam ją za jedną z najciekawszych elementów mojego życia. Jednak gdy chodzi o zdrowie człowiek nie powinien wahać się nad wyborem tylko zawsze robić to, co niezbędne dla jego zdrowia.

student at the computer

Oprócz pracy koordynatora sprzedaży Chełm nie ma w moim życiu zbyt wiele rzeczy, które by mnie cieszyły. Pewnie, że chciałbym mieć mnóstwo przyjaciół, wspaniałą kobietę u swojego boku i pasję, której poświęcałbym wolne wieczory. Chciałbym, ale nie mam. Oprócz rodziców i brata w moim życiu nie ma nikogo bliższego. W pracy mam paru sympatycznych kolegów, ale z żadnym się nie przyjaźnię. Oni między sobą tworzą jakąś paczkę przyjaciół, jednak mi nie udało się do niej dostać. Najwyraźniej nie pasuję lub czegoś mi brakuje.

Większość ludzi łaknie wolnego i po jakimś czasie ma dość swojej pracy, jednak nie jestem większością i w moim przypadku jest nieco inaczej. Weekendy są dla mnie prawdziwym sprawdzianem z samokontroli. Przez całą sobotę i niedzielę myślę o tym ile czasu zostało do poniedziałku i tęsknię za firmą.

W domu na weekendach nie mam nic do roboty – śpię długo i oglądam jakieś głupie programy. Czasem zdarza mi się wyjść, ale to głównie po zakupy lub na spacer z psem. Nie cierpię takiej bezczynności.

Lubię zakupy

Nie do końca rozumiem jak mój narzeczony może być zadowolony z pracy w zawodzie koordynatora sprzedaży Zawiercie, ale skoro on to lubi to mnie nic do tego. Każdemu potrzebna jest praca, którą będzie lubił i szanował, a skoro Marek lubi akurat branżę sprzedażową to niech mu tam będzie.

Happy young woman making online purchases near Christmas treeJa nigdy w życiu nie podjęłabym się pracy w sektorze handlowym. Nieważne czy byłoby to stanowisko koordynatora, zwykłego sprzedawcy czy przedstawiciela handlowego. Ja do sprzedaży się nie nadaję, bo zdecydowanie bardziej lubię kupować.

Robienie zakupów świątecznych na Boże Narodzenie to dla mnie prawdziwa frajda. Nie przeszkadzają mi tabuny ludzi krążące po sklepach galerii handlowych, bo w ogóle się nimi nie przejmuję i robię to, co do mnie należy. Zawsze umiałam odciąć się od tego, co mnie rozprasza, a w tym przypadku licznych kupujących. Nieco denerwujące może się okazać długotrwałe stanie w kolejkach do kasy, ale idzie je jakoś spożytkować. Ja w tym czasie zazwyczaj analizuję czy wszystkie zakupy mi się podobają, czy czegoś nie oddać i co jeszcze mogę kupić. Gdy nie mam o czym myśleć to wyciągam telefon i przeglądam facebooka. Zawsze znajdę dla siebie jakieś ciekawe zajęcie.

W tym roku zostało mi jeszcze parę sprawunków do załatwienia, ale większość rzeczy jest już kupiona.

Siedząc na szpilkach

Do końca długiego i bardzo ciężkiego dnia pracy zostało mi zaledwie pół godziny, a ja już nie mogę wysiedzieć na miejscu i aż mnie nosi, by wstać z fotela, ubrać się i wyjść z firmy. Dzisiaj wyjątkowo kończę pracę tak jak powinnam, czyli o godzinie 17.00 i to nie dlatego, że akurat tak się złożyło, a ze względu na celowe zaplanowanie wolnego wieczoru. Wczoraj wieczorem do kraju przyjechał mój były chłopak, który obecnie mieszka w Irlandii, i umówiliśmy się na wspólny wieczór spędzony na wspominaniu dawnych czasów. Mimo dość burzliwej historii naszego związku, z Darkiem nadal łączą mnie bardzo ciepłe uczucia – Darek jest jednym z moich najlepszych przyjaciół i nie chcę z nim stracić kontaktu tylko dlatego, że kiedyś łączyło nas coś więcej.

40Spotkanie z Darkiem ma się odbyć o 18.30 i do tego czasu muszę dotrzeć do domu, wziąć szybką kąpiel, ubrać się i umalować – jednym słowem, będę miała zaledwie godzinę by zrobić się na bóstwo i pokazać, że praca pani koordynator ds. sprzedaży Ruda Śląska bardzo mi służy, a odejście Darka sprawiło, że jeszcze wypiękniałam. Robię to oczywiście celowo, żeby Darek poczuł się nieco zazdrosny i żeby za mną zatęsknił. Nie to, że chcę naszego powrotu, ale zaskoczenie i podziw na jego twarzy na pewno sprawią mi przyjemność. A niech wie co stracił wyjeżdżając do tej Irlandii!

Gdyby udało mi się wyjść nieco wcześniej z pracy, miałabym więcej czasu na przygotowania i nie musiałabym się aż tak bardzo spieszyć. Kurczę, chyba pójdę do kierownika i powiem, że wypadło mi nagłe spotkanie z klientem na mieście, na które muszę natychmiast jechać. Ot, takie małe, nieszkodliwe kłamstewko.

Sen dobry na wszystko

Jestem wielkim leniuchem i zaprzeczanie mojej naturze do niczego dobrego mnie nie sprowadzi, dlatego wcale nie kryję się z tym, że po prostu uwielbiam spać, a poranne wstawanie jest dla mnie trudniejsze niż dla innych osób. Podniesienie się z łóżka wcześniej niż o godzinie ósmej rano jest dla mnie praktycznie niemożliwe, a i tak wydaje mi się, że najlepszą porą na wstawanie jest 12.00. W południe można pominąć śniadanie i od razu przejść do pysznego obiadu.

37Ze względu na zamiłowanie do długiego leniuchowania długo poszukiwałem pracy, która nie wymagałaby ode mnie wczesnego wstawania. Na szczęście po roku poszukiwań natrafiłem na stanowisko koordynatora, koordynator ds. sprzedaży Dąbrowa Górnicza, które związane jest z nienormowanym czasem pracy. Mimo, że zgodnie z umową w pracy powinienem być codziennie od 9.00 do 17.00, to zazwyczaj w biurze zjawiam się dopiero o godzinie 10.00. Dla kierownika nie jest to żaden problem, bo i tak często wieczorami pracuję dłużej, bo akurat umówiłem się z jednym z klientów na podpisanie umowy. W domu ląduję zazwyczaj około godziny 19.00 lub 20.00, w sam raz na wieczorne wiadomości.

Po wiadomościach idę się wykąpać, później przez chwilę oglądam telewizję, a następnie ląduję w wygodnym łóżku i sposobię się do snu. Zazwyczaj spać chodzę około godziny 22.00, dzięki czemu zapewniam sobie długi, ponad dziesięciogodzinny sen, bez którego nie byłbym w stanie prawidłowo funkcjonować. Teraz oficjalnie możecie mi zazdrościć!

Spełnione marzenia

W tamtym miesiącu udało mi się zrealizować najwięcej zamówień i pozyskać największą liczbę klientów, dlatego w ramach nagrody zostałam uhonorowana premią pieniężną w wysokości 1,5 tysiąca złotych. Do tego doszły jeszcze prowizje z transakcji i pensja podstawowa, dlatego na moim koncie znalazło się ponad sześć tysięcy złotych, w które przez jakiś czas nie mogłam uwierzyć. Dopiero w zeszłym miesiącu zrozumiałam, że praca w zawodzie koordynatora może być naprawdę opłacalna i nie zrobiłam wielkiej głupoty decydując się na nią, koordynator ds. sprzedaży Gliwice.

35W związku z tak dużym zastrzykiem gotówki postanowiłam w końcu spełnić parę swoich planów i marzeń, na które do tej pory nie miałam pieniędzy. Może to było nieco rozrzutne z mojej strony, ale pomyślałam, że jeśli jeden jedyny raz udało mi się osiągnąć taki sukces i zarobi tyle pieniędzy, to warto to wykorzystać na coś ekstra. Pierwszym „ekstra” był skok ze spadochronem, o którym marzyłam od dobrych kilku lat. Wydałam na niego 800 złotych ale opłacało, się bo takich emocji nie zapomnę do końca życia. Bałam się, że nie zdecyduję się na wyskoczenie z samolotu, jednak w końcu nie pozostawiono mi wyboru, bo mój partner od spadochronu po prostu rzucił się ze mną w otchłań.

Po skoku ze spadochronem przyszedł czas na zakupy, a konkretnie jeden duży zakup –  w końcu zdecydowałam się na kupno dobrego ekspresu do kawy, na który wydałam bardzo dużo pieniędzy. Jestem kawoszką, kocham kawę pod każdą postacią, dlatego ekspres był moim numerem jeden na liście rzeczy do kupienia. Marzenie spełnione!